Fałszowanie historii UPA


"Historycy" Służby Bezpieczeństwa Ukrainy aktywnie brali udział w fałszowaniu dokumentów archiwalnych, zwłaszcza w tym kierunku szczególnie wykazywał się Wiatrowicz. Na jednym z bezczelnych fałszerstw ten banderowski propagandzista został przyłapany. Fałszerstwo zostało wykonane na zamówienie prezydenta Juszczenki. Rzekomo wolne i demokratyczne media media sprawę wyciszyła. Ten wywiad z demaskatorem historycznych fałszerstw banderowskich apologetów ukazał się rok temu lecz skandal został zatuszowany.
Co na to miłośnicy banderowskich zbrodniarzy z GazWyb-u? Jak zwykle, dyskretnie przemilczeli. A teraz stają w obronie rzekomo prześladowanych "badaczy" "działalności" OUN - UPA z Archiwum SB Ukrainy - jak się okazuje, są to pracujący na polityczne zamówienie fałszerze historii.
http://lb.ua/news/2009/11/05/13147_marko_tsarinnik_istorichna.html Marko Carynnyk: Historyczna półprawda jest gorsza niż bezczelne kłamstwo.
11.05.2009, Dmitrij Rybakow
Podczas wystawy w Narodowym Muzeum Historii, poświęconej 50-tej rocznicy śmierci Stepana Bandery, wśród obecnych była tylko jedna osoba, która nie podzielała ogólnego zachwytu dla tego wydarzenia. Osoba ta sumiennie przyglądała się prezentowanym eksponatom i wyraźnie niepokoiła uczestniczących w uroczystości oficjeli samym swoim wyglądem. Tą niezbyt mile widzianą osobą był kanadyjski badacz Marko Carynnyk. Zapytany przez reportera portalu "Lewy Brzeg", pan Marko wypowiedział kilka własnych opinii na temat heroizacji działaczy OUN na współczesnej Ukrainie OUN oraz podjął próbę oceny oficjalnej polityki pamięci.
W kwietniu 2008 roku to Pan zaprotestował przeciwko oficjalnie ogłoszonej przez SBU informacji, że, powiedzmy, udział OUN w żydowskich pogromach był tylko propagandowym wymysłem. Czy coś się zmieniło od tego czasu, czy zostały odkryte nowe dokumenty lub dowody "za" i "przeciw"?
Z wypowiedzi Walentyna Naliwajczenko (wygłoszonej w Narodowym Muzeum Historii z okazji wystawy -. "Lewy Brzeg") w sposób oczywisty wynikało, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy nadal kontynuuje forsowanie idei, że w działalności Bandery i Szuchewycza żadnej wrogości wobec Żydów być nie mogło. Szczególnie zaskakujące było dla mnie usłyszeć to od takiego człowieka jak szef SBU, bo godzinę przedtem siedziałem w jego archiwum (Wydziałowe Archiwum SBU w Kijowie -."Lewy Brzeg") i pracowałem z dokumentami, które przedstawiają historię wrogości OUN w stosunku do "Lachów" "Żydów" i "Moskali". Jeśli taka osoba coś przemilcza, oznacza to, że historia, na której budowana jest określona państwowa strategia, jest sfałszowana.
Jak dla mnie, nie ma nic zaskakującego w tym, że OUN od dawna była pod wpływem ideologii nazistowskiej wraz z panującymi w III Rzeszy ksenofobią i antysemityzmem. Skąd więc pojawia się potrzeba, aby udowodnić coś wręcz przeciwnego?
Ta historia rozpoczęła się stosunkowo niedawno, podczas wizyty prezydenta Juszczenki w Yad Vashem w Izraelu (w listopadzie 2007 r. - "Lewy Brzeg"). Juszczenko nagle został zaskoczony pytaniem, jak może kreować Bohatera Ukrainy z człowieka uczestniczącego w masakrze Żydów we Lwowie. Chodziło o generała Romana Szuchewycza.
Po pewnym czasie na Ukrainie została zwołana konferencja prasowa. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy ogłosiła informację o rzekomo znalezionym dokumencie świadczącym o nieuczestniczeniu OUN i jednostki "Nachtigall", w której składzie służył Szuchewycz, w represjach wobec ludności żydowskiej. SBU ponadto opublikowała w formie elektronicznej kilka dokumentów, w tym maszynopis, który miał rzekomo być kroniką wydarzeń we Lwowie w lipcu 1941 roku. Z tekstu maszynopisu wynika, że SS wzywało OUN do działań represyjnych w stosunku do Żydów, ale kierownictwo Bandery nie zgodziło się na to. Dopiero po wojnie, w 1960 roku, w związku z pokazowym procesem Theodora Oberlandera (Minister Republiki Federalnej Niemiec do spraw imigrantów -. "Lewy Brzeg") sowieckie tajne służby rzekomo sfałszowały dowody udziału OUN w żydowskich "czystkach".
Ja uważnie i dokładnie przeczytałem fragment dokumentu pod tytułem "Księga Faktów" i przy końcu zwróciłem uwagę na jedną bardzo kontrowersyjną informację: "Banderę więziono prawie do końca wojny."  Więc to w żaden sposób nie mogła być kronika z 1941 roku, ponieważ wtedy, gdy tekst pisano, okoliczności końca wojny był już znane.
Kiedy zwróciłem na to uwagę przedstawicielom archiwum SBU, to wersja tego dokumentu z pięciu stron, zamieszczona wcześniej na stronie internetowej SBU, została zredukowana do trzech. Zniknęła zwłaszcza ostatnia strona maszynopisu, wskazująca na późniejsze, w rzeczywistości powojenne, pochodzenie tekstu.
Lwowski historyk Jarosław Hrycak uważa, że antysemityzm OUN chociaż był "pogromowy", ale nigdy nie był "programowy". Co mówią na ten temat odkryte przez Pana dokumenty?
Niestety, był to także antysemityzm programowy. On był częścią składową ideologii OUN, jej walki z okupantami. Istnieje obszerny dokument liczący ponad 90 stron - "Walka i działalność OUN w czasie wojny". Został opracowany w Krakowie, gdzie przebywało kierownictwo OUN wiosną 1941 roku. Fragmenty tego dokumentu zostały już opublikowane, ale kompletnej publikacji świat jeszcze nie widział. I w tym dokumencie podkreślono, że w przypadku wojny na terytorium Ukrainy zajętym przez Wehrmacht OUN planowała stworzyć obozy koncentracyjne dla Żydów.
Z którego skrzydła OUN pochodził ten dokument - OUN "B" czy "M", banderowców czy melnykowców?
OUN "B", ale to nie ma istotnego znaczenia. Ich konkurenci z OUN "M" byli trochę bardziej umiarkowani, ale nie w przypadku kwestii żydowskiej.
A jak było z Żydami, którzy służyli w UPA? Grupa robocza historyków SBU ostatnio robi wielkie wysiłki na rzecz udowodnienia internacjonalistycznych preferencji  kierownictwa UPA, zwłaszcza w stosunku do Żydów.
To jest skomplikowane. Jednakże, jeśli niektórzy Żydzi brali udział w ruchu powstańczym, to w każdym razie nie chodzi o rok 1941, lecz tylko rok 1944. Był to czas, kiedy OUN została zmuszona do szukania nowych sojuszników na Zachodzie, przede wszystkim zabiegano o rząd USA. OUN przypuszczała, że lobby żydowskie ma znaczący wpływ na wielką politykę.
Ilu Żydów w tym czasie mogło pozostać na zachodniej Ukrainie, żeby można twierdzić o pewnej masowości żydowskiego segmentu w UPA?
Niewątpliwie, o masowości mowy być nie może. Ale chciałbym postawić pytanie inaczej: czy oni szli z dobrej woli, z sympatii do Ukraińców, czy zostali zmuszeni? I co się z nimi stało? Czemu dzisiaj nie ma żadnego żywego świadka takiej współpracy? Osobiście nie otrzymałem odpowiedzi na te pytania.
Czy antysemityzm a zwłaszcza ksenofobia, były częściami składowymi integralnego nacjonalizmu OUN?
Absolutnie tak. Ideologia OUN była rozwinięciem nacjonalizmu Michnowskiego. "Ukraina dla Ukraińców!" - pisał jeszcze na początku XX wieku Michnowski. A w tekstach OUN wyraźnie wskazano, kim są "wrogowie" niepodległej Ukrainy i jak trzeba z nimi postępować.
Nie mam żadnych wątpliwości, że podziemie przejawiało niebywałe bohaterstwo i było inspirowane przez ideały wolności. Ale młodzi ludzie niezbyt dobrze uświadamiali sobie moralną wartość tych ideałów. Obcy byli dla nich uosobieniem wroga, zniszczenie obcych uważano za bezwzględną korzyść dla ojczyzny. Ten ideał panował przez lata 1930-te i został poddany pewnej rewizji po 1943 roku, w związku z pojawieniem się innej sytuacji na froncie. Ale OUN nigdy się nie wyrzekła tego ideału.
Czy zaobserwował Pan reinkarnację tego ideału we współczesnym społeczeństwie ukraińskim?
Tak, dość często - czy to w rozmowach z historykami, czy ze zwykłymi obywatelami. Odbywa się "kolektywizacja" wspólnego wizerunku: wrogami okazują się Żydzi, Polacy, "Moskale",  - nie jako pojedynczy człowiek, ale jako całość, zbiorowość. I ta zbiorowość jest demonizowana przez pryzmat pewnych stereotypów, uprzedzeń. Jest to bezpośrednia kontynuacja tego, co zostało ukształtowane w okresie ideologii totalitarnych, czy chodzi o nazizm, czy o bolszewizm.
Spróbuję w pewnym zakresie nie zgodzić się z tym. Moim zdaniem, w powojennej Europie przyjęto wyobrażać sobie wartości narodowe w szatach bardzo wyidealizowanego humanizmu lub przynajmniej -  przez doświadczenie budowy socjalizmu "z ludzką twarzą". Jednak młodzi ludzie w wieku 20-30 lat, którzy wychowywali się w warunkach polskiego szowinizmu, ograniczeni z jednej strony niemieckim faszyzmem, a z drugiej - sowieckim stalinizmem, takich szczęśliwych doświadczeń nie mieli.

Do pewnego stopnia to prawda - chłopcy, którzy pragnęli wolności dla swojej ojczyzny, nie mieli prawdziwego ideologicznego wyboru. Ale dziś szukamy nie tyle historii, co samych siebie w niej. I nigdzie indziej nie przejmują się tak wskazaniami historii, jak w Europie Wschodniej. Wojna dla nas nadal trwa. I to jest trochę przerażające, bo ideały czasu wojny, wszelkiego rodzaju zbiorowe wyobrażenia "obcych", nadal dominują w dobie integracji i socjalnego pragmatyzmu. Stąd dążenie do heroizacji lub napiętnowania tam, gdzie po prostu potrzebna jest trzeźwa ocena i obiektywna prawda.
Ukraińcy powinni znać całą prawdę o tych, których państwo proponuje heroizować lub piętnować. To praktyka rozwiniętych demokracji Zachodu. To szlak potwierdzony przez proces, który ostatecznie zatarł granice w Starym Świecie, gdzie z powodu granic przez wieki toczono wojny, z których ostatnia była najstraszniejsza. Może to również pomóc w zjednoczeniu ukraińskiego społeczeństwa, podzielonego w wielu kwestiach pamięci historycznej co najmniej tak, jak międzywojenna Europa.
Marko Carynnyk - historyk i pisarz, tłumacz i kompilator wybranych dzieł Aleksandra Dowżenki. Urodzony w 1944 roku w Berlinie, ukończył studia na Uniwersytecie Temple (USA), od 1970 roku mieszka i pracuje w Toronto (Kanada). W ostatnich latach pisze "historyczną prozę", powieści historyczne.  W ukraińskim słowniku nie ma odpowiednika tego gatunku, który w języku angielskim brzmi "creative non-fiction". Sam autor używa nazwy "literatura nie zmyślona".